Nasza historia
PanZwierz – historia, która zaczęła się od dwóch kotów i dobrego kawałka mięsa
Nie planowaliśmy tworzyć marki przysmaków dla zwierząt. Chcieliśmy po prostu, żeby nasze koty mogły jeść coś dobrego. I zdrowego.
Wszystko zaczęło się w domu. Nasze koty zmagały się z problemami jelitowymi (IBD), a znalezienie odpowiednich przysmaków graniczyło z cudem. Potrzebowaliśmy czegoś prostego: czystego mięsa z królika lub koniny, bez zbędnych dodatków, konserwantów, gliceryny, wypełniaczy i całej tej chemii, której zwierzęta naprawdę nie potrzebują.
Brzmi banalnie? Dzisiaj może tak. Ale wtedy znalezienie takich smaczków w sklepach było nie lada wyzwaniem.
W końcu pojawiła się myśl: a może zrobić je samemu?
I tak, trochę z potrzeby, trochę z ciekawości, a przede wszystkim z miłości do zwierząt, narodził się PanZwierz.
Początki
Od domowej suszarki do własnej manufaktury
Początki nie były szczególnie spektakularne. Nie było inwestorów, wielkiej hali produkcyjnej ani zespołu specjalistów. Była za to suszarka, dobre mięso, mnóstwo prób i błędów oraz przekonanie, że można robić to lepiej.
Wszystko powstawało własnymi rękami. Od pierwszego pomysłu, przez wybór surowców, krojenie mięsa i suszenie, aż po pakowanie paczek i wysyłanie ich do klientów.
A ponieważ PanZwierz początkowo był projektem rozwijanym obok normalnej pracy zawodowej, produkcja odbywała się głównie wieczorami i w weekendy.
Kiedy inni odpoczywali, u nas suszyło się mięso, pakowało zamówienia i testowało kolejne pomysły.
I choć czasami brakowało snu, nigdy nie brakowało przekonania, że warto.
Dział kontroli smaku
Najważniejszy pracownik? Kot Nirvana.
Od samego początku mieliśmy jednego wyjątkowo wymagającego testera jakości. I, co ciekawe, pracuje z nami do dzisiaj.
Poznajcie Nirvanę – naszego kota, inspirację do stworzenia PanZwierza i nieoficjalnego dyrektora działu kontroli smaku.
Nirvana nie interesuje się marketingiem, ładnymi opakowaniami ani tym, co akurat jest modne. Ma jedno kryterium: smaczek musi być naprawdę dobry.
Dlatego do dziś nowe smaki przechodzą przez jej łapki, a właściwie pyszczek. Jeśli Nirvana nie zaakceptuje nowego przysmaku, nie trafia on do produkcji.
Można powiedzieć, że to najbardziej bezkompromisowy pracownik w całej firmie. I jedyny, któremu płacimy wyłącznie w mięsie.
Jak się rozwijaliśmy
Najpierw suszenie. Potem gryzaki. A w końcu liofilizacja!
01
Suszone smaczki
Proste, monobiałkowe przysmaki ze 100% mięsa.
02
Naturalne gryzaki
Dla opiekunów, którzy szukali prostego składu i dobrych surowców.
2025
Liofilizacja
Własna liofilizacja mięsa – lekkie, aromatyczne przysmaki.
Zaczynaliśmy od naturalnych, suszonych smaczków. Prostych, monobiałkowych przysmaków ze 100% mięsa, bez jakichkolwiek zbędnych dodatków.
Z czasem okazało się, że nie tylko nasze koty potrzebują takich produktów. Coraz więcej opiekunów psów i kotów szukało przysmaków o prostym składzie, z dobrych surowców, odpowiednich również dla zwierząt z alergiami czy wrażliwym układem pokarmowym.
Tak do oferty dołączyły naturalne gryzaki.
A w 2025 roku postanowiliśmy zrobić kolejny, naprawdę duży krok. Zaczęliśmy samodzielnie liofilizować mięso.
To była zupełnie nowa technologia, nowe urządzenia, mnóstwo nauki i kolejnych eksperymentów. Ale dzięki temu mogliśmy tworzyć wyjątkowo lekkie, aromatyczne przysmaki, które zachowują wiele naturalnych wartości odżywczych mięsa.
I co dla nas szczególnie ważne – cały proces pozostaje pod naszą kontrolą.
PanZwierz dziś
Rośniemy, ale nie chcemy być fabryką
Dzisiaj PanZwierz to już nie tylko jedna osoba, domowa suszarka i kilka paczek wysyłanych po pracy.
Mamy coraz więcej produktów, własną produkcję, pierwsze osoby w zespole i klientów w całej Polsce. Nasze smaczki trafiają nie tylko bezpośrednio do opiekunów psów i kotów, ale również na półki innych sklepów zoologicznych.
Mimo to nadal jesteśmy małą, polską manufakturą.
Wciąż wiele rzeczy robimy ręcznie. Sami wybieramy surowce, przygotowujemy mięso, suszymy, liofilizujemy i pakujemy nasze produkty. Nie idziemy na skróty tylko dlatego, że tak byłoby szybciej lub taniej.
Bo od pierwszego dnia przyświeca nam ta sama zasada: robimy takie przysmaki, jakie chcielibyśmy podawać własnym zwierzętom.
Zaczęło się od naszych kotów. Dzisiaj robimy to dla Waszych pupili.
Nie wiemy, jak duży będzie PanZwierz za kilka lat. Wiemy natomiast, jaki chcemy, żeby pozostał.
Autentyczny. Bliski zwierzętom i ich opiekunom. Bez kompromisów w kwestii jakości. Bez niepotrzebnej chemii i marketingowych cudów w składzie.
Bo dobre smaczki nie potrzebują długiej listy składników.
Potrzebują dobrego mięsa. I kogoś, komu naprawdę zależy.
Dziękujemy, że jesteście częścią naszej historii.
A Nirvana? Nadal testuje. I nadal jest bardzo wybredna. 🐈⬛
PanZwierz – z miłości do zwierząt. Z szacunku do ich natury.